Boże Narodzenie w Warszawie w 1904 r.
Wigilia i opłatek, choinka i prezenty, Pierwsza Gwiazdka i kolacja, i wreszcie spotkanie i rodzina… Te słowa nieodłącznie kojarzą się z Bożym Narodzeniem. Myślę, że nie tylko mnie, ale każdemu z nas. Kiedy jakiś czas temu pisałam tekst o dawnych zwyczajach bożonarodzeniowych na terenie ziemi chrzanowskiej na nowo odkrywałam te tradycje. Dzisiaj jednak nie będzie to opowieść o zwyczajach lokalnych, ale o podróży w czasie do Warszawy w grudniu 1904 r.
Czy zastanawialiście się kiedyś co byśmy zobaczyli, gdybyśmy cofnęli się w czasie do, powiedzmy, 22 grudnia 1904 r.? Gdybyśmy przenieśli się do Warszawy, stolicy Królestwa Polskiego, do domu inżyniera i technologa Stanisława Jana Nepomucena Brzezińskiego, jego żony Eugenii Eleonory z Łąckich oraz półtorarocznego synka Stanisława Bronisława, który w przyszłości zostanie historykiem i dziennikarzem? Czy zobaczylibyśmy zaśnieżone ulice, pełne zabieganych Warszawiaków, którzy szukają prezentów dla swoich najbliższych na ostatnią chwilę? Kobiety, które w mniejszych lub większych sklepach, kupują produkty do przygotowania kolacji wigilijnej i obiadu świątecznego? Kucharki, które z wielkim poświęceniem przygotowują potrawy, które później podadzą całej rodzinie podczas uroczystej wieczerzy? Czy wreszcie dzieci, które z wypiekami na twarzy i nadzieją, a czasem także strachem w oczach, czekają na koniec tego trochę dla nich nudnego spotkania i rozpakowanie prezentów umieszczonych pod przepięknie ozdobioną choinką? Takich pytań jest mnóstwo, ale spróbujmy znaleźć odpowiedzi na chociaż kilka z nich.
Dla mnie, jako historyka możliwość podróży w czasie byłaby niezwykle interesująca, żeby nie powiedzieć, że wyjątkowo kusząca. W końcu któż z nas nie chciałby się dowiedzieć jak się żyło ponad 100 lat temu, a może nawet doświadczyć historii? Jednak to, że rozważania na temat działania wehikułu czasu pozostają, przynajmniej jak na razie, w sferze science fiction, nie oznacza, że nie możemy się wspólnie zastanowić nad tym jak obchodzono Boże Narodzenie w mieszczańskim domu na początku XX w. A pomocą dla naszych rozważań będą poradniki dla gospodyń domowych, w których znajdziemy mnóstwo praktycznych wskazówek na temat urządzenia dosłownie „Idealnych Świąt”.
Ktoś pewnie zapyta: dlaczego akurat rok 1904? Tą datę wybrałam nie bez przyczyny, bowiem w tymże roku został wydany niezwykle ciekawy poradnik autorstwa Mieczysława Rościszewskiego zatytułowany „Pani domu. Skarbiec porad praktycznych dla Polek wszelkich stanów”, w którym każda czytająca go kobieta mogła znaleźć porady na absolutnie każdy temat związany z prowadzeniem gospodarstwa domowego. Nic zatem dziwnego, że znalazły się tutaj także wskazówki na temat obchodów Świąt Bożego Narodzenia. Natomiast dla naszych potencjalnych gospodarzy, czyli Państwa Brzezińskich były to trzecie wspólne święta, gdyż pobrali się w 1902 r., a w maju 1903 r. na świecie powitali swojego pierwszego syna – Stanisława Bronisława. Możliwe, że na kolacji spotkalibyśmy jeszcze matkę Stanisława Jana – Walentynę z domu Suchorzewską h. Zaremba, a być może także i rodzeństwo pana domu – Kazimierza Andrzeja, Franciszka Ksawerego oraz Kazimierę z rodzinami.
![[Portret Stanisława i Eugenii Brzezińskich] Zakład fotograficzny Rembrandt Warszawa nie przed 1902 polona](https://muzeum.chrzanow.pl/wp-content/uploads/2025/12/xportret-stanislawa-i-eugenii-brzezinskich-zaklad-fotograficzny-rembrandt-warszawa-nie-przed-1902-polona-1024x729.jpg.pagespeed.ic.5pUv-e6dW2.jpg)
Portret Stanisława i Eugenii Brzezińskich, Zakład Fotograficzny Rembrandt, Warszawa, nie przed 1902 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
![_- Warszawa, kościół kanoniczek - [1r] -ok 1910 polona](https://muzeum.chrzanow.pl/wp-content/uploads/2025/12/xwarszawa-kosciol-kanoniczek-1r-ok-1910-1-1024x660.jpg.pagespeed.ic.plCia4Conq.jpg)
Pocztówka przedstawiająca kościół SS. Kanoniczek w Warszawie, ok. 1910 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
Przejdźmy zatem do opisu tego jak wyglądała Warszawa w 1904 r., kiedy Państwo Brzezińscy starali się zorganizować święta dla siebie i swojej rodziny? Bez wątpienia jej krajobraz znacznie różnił się od tego z 2025 r., z brukowanymi ulicami, na których zalegał śnieg i było trochę ślisko. Bowiem zima w 1904 r. była śnieżna i mroźna. Na ulicach, zamiast mnogości samochodów i autobusów, zobaczylibyśmy zaprzężone w konie sanie, powozy i dorożki. A także coraz popularniejsze omnibusy i tramwaje konne. W okresie przedświątecznym miasto się ożywiało, wzrastał ruch na ulicach, bo Warszawiacy robili zakupy – kupowali prezenty i produkty spożywcze. A wybór tych ostatnich był dość duży, dzięki dostawom z Podlasia i importowi, który znacznie ułatwiała Kolej Cesarsko-Wiedeńska i Kolej Petersburska. Jako, że niektóre dania jadano wyłącznie w tym czasie, to część produktów potrzebnych do ich przygotowania trzeba było specjalnie zamówić. A były to zwłaszcza ryby, dziczyzna, miód, które do miasta przywozili rolnicy z Podlasia. Do Warszawy przyjeżdżały także świeże winogrona z południa Europy, pasztety ze Strasburga oraz kawior z Cesarstwa Rosyjskiego. Po te towary można było się udać do jednego ze sklepów lub straganów rozmieszczonych pod arkadami na placu Żelaznej Bramy, gdzie od polskich i rosyjskich kupców można było nabyć niezliczoną ilość produktów, bowiem półki w sklepach i stargany na targach w okresie przedświątecznym uginały się pod towarami. Luksusowe sklepy prześcigały się w zdobyciu klientów, wykorzystując w tym celu pięknie zdobione wystawy. O ile po zakupy spożywcze wysyłano służące ze starannie odliczoną kwotą w portmonetce, to wypada nam jeszcze zapytać kto i gdzie kupował prezenty? Otóż zadanie to należało zarówno do pań jak i panów domu. Zamożni udawali się do eleganckich sklepów mieszczących się przy ulicach Senatorskiej, Krakowskim Przedmieściu czy Nowym Świecie, gdzie można było nabyć biżuterię, rękawiczki czy innego rodzaju drogie przedmioty. Należało także kupić opłatki, białe i kolorowe, gdyż z nich wykonywano ozdoby – gwiazdy, wieszane u sufitu.

Pocztówki bożonarodzeniowe, po 1900 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
W 2025 r. wielu z nas chętnie odwiedza jarmarki bożonarodzeniowe. I gdybyśmy w okresie przedświątecznym mieszkali w Warszawie 1904 r., moglibyśmy wziąć udział w takim wydarzeniu organizowanym przez ziemianki. A co moglibyśmy na takim jarmarku kupić? Zarówno różnego rodzaju przetwory, suszone grzyby, miody czy wiejskie śmietany, jak i płótna, tkaniny, czy też gotowe ubrania (raczej w stylu ludowym). Jako, że w jarmarkach brały udział głównie kobiety, to były one także wyjątkową okazją do spotkań i poznawania ciekawych ludzi. Rościszewski zaznaczał wyraźnie, że wówczas handlem zajmowały się „kupcowe”, które często miały własne sklepy.
Nie były to jednak zwykłe targi, takie na jakie moglibyśmy przybyć w ciągu roku do wielu polskich miast i miasteczek. O ich wyjątkowości stanowił wymiar charytatywny, bowiem wielu kupców dawało rabat z przeznaczeniem na cele dobroczynne. Bowiem dobroczynność przed świętami była mile widziana, żeby nie powiedzieć, że modna. Oprócz dochodów z bazarów, urządzano także różnego rodzaju bale i przyjęcia, z których dochód był przeznaczony na biednych, będących pod opieką Warszawskiego Towarzystwa Dobroczynności. Być może w takich wydarzeniach brali udział także Państwo Stanisław i Eleonora Brzezińscy?
A co gdybyśmy chcieli kupić choinkę? Wówczas moglibyśmy się udać na wyznaczony w mieście niewielki placyk, gdzie dostalibyśmy specjalnie w tym celu przygotowane drzewko. Dostarczono by je nam do mieszkania na minimum 5 dni przed Wigilią. Wszak dzieci, które oczekiwały choinki wystrojonej kolorowymi bombkami i błyszczącymi świecidełkami, a także przede wszystkim znajdujących się pod nią prezentów, nie grzeszyły nadmierną cierpliwością. Bo w 1904 r. zwyczaj ubierania choinki w warszawskich domach i mieszkaniach był już powszechny i nikt nie wyobrażał sobie świąt bez tej wyjątkowej ozdoby.

Pocztówka bożonarodzeniowa, 1907 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
Jak powinien wyglądać stół wigilijny w 1904 r.? Zapewne goszcząca nas Eugenia Eleonora Brzezińska zaścieliłaby go sianem (na pamiątkę żłobu Pańskiego), nakryła białym obrusem oraz kazała wyciągnąć odświętną, a wręcz wykwintną zastawę. Na wieczerzy wigilijnej spotykała się cała rodzina, odrębne spotkanie Wieczerzę wigilijną rozpoczynano dopiero po ukazaniu się pierwszej gwiazdy na niebie. A z czego ta wieczerza powinna się składać? Przede wszystkim z dużej ilości potraw rybnych: sandacz, okoń, lin, karp, szczupak i karaś w różnych zalewach, a także smażone, duszone, pieczone, nadziewane, w sosie i w galarecie, a do tego sałata śledziowa. Dalej kapusta z grzybami, kompot z suszonych owoców, mak z półksiężycami i bakaliami. Zanim podano potrawy rybne, należało zaserwować co najmniej dwa a niekiedy i trzy gatunki zup – rybną ze śmietaną, barszcz z uszkami i zupę migdałową. Ta ostatnia była wyjątkowo wyczekiwana przez dzieci. I jeszcze obowiązkowo pachnący przyprawami piernik.
Do tak zastawionego stołu zasiadali domownicy i zaproszona rodzina. Zadaniem najmłodszych było wypatrywanie pierwszej gwiazdki – nieodzownego sygnału do rozpoczęcia spotkania. Najbardziej uroczystym momentem wieczerzy wigilijnej było dzielenie się opłatkiem, który leżał na talerzu przykrytym serwetką. Gdy wszyscy zgromadzili się już przy stole, gospodyni brała ów talerzyk i obdzielała wszystkich „anielskim chlebem”. Zaczynała od najstarszych wiekiem, następnie przechodziła do męża, nie pomijała przy tym dzieci (nawet tych najmłodszych) oraz służby. A jakie życzenia moglibyśmy usłyszeć przy tej okazji? Szczęścia i pomyślności, czasem moglibyśmy zobaczyć także łzy wzruszenia. Gdy już wszyscy podzielili się opłatkiem, zasiadano do wieczerzy, która miała charakter wyjątkowo uroczysty. Gdybyśmy brali w niej udział w 1904 r. moglibyśmy się poczuć trochę nieswojo – głos mógł zabrać jedynie ojciec rodziny i to jedynie na temat „łączności i spójni”, a rozmowa przy stole była wyjątkowo mało ożywiona. Mogłoby nas także zdziwić postępowanie młodzieży pod koniec spotkania przy stole, bowiem zaczęliby wyciągać słomki spod obrusa wróżąc sobie z ich barwy i długości powodzenie w przyszłości.
![[Eugenia Brzezińska z Synem przy choince] - [1905 r.] polona](https://muzeum.chrzanow.pl/wp-content/uploads/2025/12/xeugenia-brzezinska-z-synem-przy-choince-1905-r.-polona-567x1024.jpg.pagespeed.ic.iZhr6vHRe9.jpg)
Eugenia Brzezińska z Synem Stanisławem przy choince, Petersburg, [1905 r.], ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
Po skończonej uczcie następował moment, na który czekały wszystkie dzieci, a który witały z wyjątkowym entuzjazmem. Otwierano bowiem drzwi do salonu, gdzie pośrodku stała choinka, ubrana przez panią domu i starsze dziewczęta. A jakie ozdoby moglibyśmy dostrzec na choince w 1904 r.? Złocone orzechy, cukierki, pierniczki i różnego rodzaju ozdoby, a wśród nich szklane bardzo drogie bombki i tańsze dekoracje z papieru. No i te bajecznie kolorowe świeczki, zapalone tuż przed otwarciem drzwi…
A po ich otwarciu moglibyśmy też zobaczyć, trochę strasznego, mężczyznę przebranego za „dziadka” czy też Świętego Mikołaja, którego dzieci trochę się boją, ale „objaśnia im się, że ponieważ były grzeczne, więc Bozia zesłała dobrego dziadka z podarunkami.” A rzeczone podarunki leżą w pobliżu kolorowego drzewka, bezpośrednio pod nim lub na specjalnym stole. Każdy z obecnych zostaje obdarowany, gospodarze nie zapomnieli także o służbie. A jaki prezent moglibyśmy dostać, gdybyśmy znaleźli się w gronie obradowanych w wigilijny wieczór 1904 r. w domu Stanisława i Eleonory Brzezińskich? Wybór był spory, od biżuterii (medaliony, spinki do mankietów, zegarki kieszonkowe czy szkatułki, papierośnice i tabakierki), poprzez kosmetyki i akcesoria kosmetyczne (mydła i pędzle do golenia, maszynki, perfumy), koronki i rękawiczki, wachlarze i parasolki, instrumenty muzyczne czy narzędzia, aż po prezenty bardziej praktyczne (koce, pościel, ręczniki, artykuły gospodarstwa domowego). Czymś wyjątkowym były pojawiające się wówczas przedmioty luksusowe, takie jak aparaty fotograficzne, maszyny do pisania i gramofony wraz z płytami. To dla dorosłych A dla dzieci? Lalki (oczywiście porcelanowe), zabawki drewniane, kolejki, książki z baśniami, czy wreszcie gry planszowe. Brzmi znajomo? Część z tych prezentów chętnie otrzymalibyśmy także dzisiaj…
A po zakończeniu kolacji wigilijnej i obdarowaniu się podarunkami (mniej lub bardziej luksusowymi), przyjęty był zwyczaj odwiedzania znajomych, aby na zakończenie tego wieczoru wspólnie udać się na uroczystą Pasterkę do kościoła. Zwyczajowo udawano się także na poranną mszę w dniu Bożego Narodzenia. A jako, że 25 grudnia nie obowiązywał post, w bogatych domach podawano potrawy bardzo wykwintne. Delektowano się wówczas najczęściej nadziewanym indykiem czy zającem z melonem. No i ciasta, z pachnącym piernikiem na czele. Okres bożonarodzeniowy kończył się świętem Trzech Króli. Na koniec okresu świątecznego kucharka piekła specjalne pierniki, a do jednego z nich wkładała migdał przeznaczony dla „migdałowego króla”. Jeśli jednak ów dodatek trafił się pannie, mówiono „dostała migdała, będzie miała Michała”, a tym samym wróżono jej rychłe zamążpójście.

Pocztówki bożonarodzeniowe, po 1900 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
Ale to nie wszystkie wskazówki odnośnie zwyczajów, jakie należało wypełnić w okresie świąteczno-noworocznym w 1904 r. Bowiem jak pisał Mieczysław Rościszewski francuskie poradniki dobrego wychowania podawały jeszcze kilka przepisów dotyczących „obchodów gwiazdkowych”. Jeśli mężczyzna żonaty (lub kawaler) był u kogoś w ciągu roku na obiedzie, to powinien przesłać do tego domu podarunek lub pamiątkę w dniu 1 stycznia. Pouczano, że w takim przypadku najstosowniejsze były kwiaty lub cukierki. Jednak, jeśli przyjmowano go kilka razy, to podarunek powinien być okazalszy. Z kolei do złożenia wizyty noworocznej był zobowiązanym jeśli bywał na balach lub wieczorkach w danym domu. A co powinna podać gospodyni na takim przyjęciu noworocznym? Otóż i tu znajdujemy odpowiedź – tort i łagodne wino w salonie.
Równie skomplikowana była etykieta przyjmowania prezentów podczas takich wizyt świąteczno-noworocznych. A zatem człowiek żonaty, który nie mógł przyjąć u siebie gości, winien posłać do domów znajomych zabawki albo słodycze dla dzieci, a dla pani domu kwiaty. Jeśli ktoś wręczał prezent osobiście – wówczas osoba obdarowana powinna go obejrzeć przy ofiarodawcy, zachwycając się głośno podarkiem i wychwalając jego zalety. Wymagano także pewnej dozy aktorstwa, bowiem jeśli podarunek był skromniejszy niż się spodziewano, wówczas także należało okazać zadowolenie, nie dając poznać zawodu. Przestrzegano przed nieopatrznym zwrotem podarunku ofiarodawcy w następnym roku.

Pocztówki Bożonarodzeniowe, po 1900 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl
Chociaż swój poradnik Mieczysław Rościszewski pisał ponad 100 lat temu, to niektóre ze stwierdzeń zawartych w jego książce są aktualne po dzień dzisiejszy. Wystarczy przytoczyć chociażby ten cytat: „Nie było i niema po dziś dzień piękniejszej uroczystości rodzinnej, jak tradycyonalny obchód wigilijny. Za hasłem „Bóg się rodzi,” serca wszystkich opanowywa uczucie dziwnego rozradowania i rzewności. Z gwiazdki cieszą się równie starzy jak młodzi, równie zamożni jak ubodzy, o których pierwsi poczytują sobie za obowiązek nie zapominać w tym dniu uroczystym.” I nie pozostaje mi nic innego, jak życzyć Wam Wszystkim, Szanowni Czytelnicy, właśnie takich rodzinnych Świąt Bożego Narodzenia! I oczywiście, staropolskim zwyczajem, Dosiego Roku!
dr Luiza Trybuś
* Kilka objaśnień na marginiesie: Stanisław Jan Nepomucen Brzeziński oraz jego rodzina to postaci historyczne. Stanisław Jan Nepomucen Brzeziński (1871-1950), syn Kazimierza (1824-1876) oraz Walentyny z Suchorzewskich (1831-1924). Miał dwóch braci: Franciszka Ksawerego (1867-1944) oraz Kazimierza Andrzeja (1870-?) i siostrę Kazimierę (ok. 1848-1909). W 1902 r. ożenił się z Eugenią Eleonorą Emanuelą z Łąckich (1882-1953), córką Bronisława Lucjana Jana Łąckiego (1847-1908), właściciela warszawskiej fabryki tektury i kartonu oraz Józefiny Eugenii z d. Wolf (1862-1930). Stanisław i Eugenia mieli troje dzieci: Stanisława Bronisława Franciszka (1903-1972), Marię Kazimierę (1908-1942) oraz Anielę (1926-1931). Zaraz po ślubie zamieszkali w Petersburgu, tam także urodził się ich najstarszy syn, który jednak został ochrzczony w 1904 r. w warszawskiej parafii pw. Wszystkich Świętych. Czy w okresie Świąt Bożego Narodzenia 1904 r. przebywali w Petersburgu czy też w Warszawie? Tego nie możemy powiedzieć z całą pewnością. Jednak w zbiorach Biblioteki Narodowej w Warszawie zachowały się fotografie przedstawiające święta rodziny w 1905 r. w ich mieszkaniu w Petersburgu. I to właśnie one stanową część ilustracji do tego wpisu i stały się moją inspiracją do jego napisania. Pozostałe ilustracje to pocztówki bożonarodzeniowe z początku XX w. oraz widoki Warszawy z tego okresu.
[obrazek wyróżniający: Choinka i prezenty w mieszkaniu Stanisława Brzezińskiego, 1905 r., ze zbiorów Biblioteki Narodowej w Warszawie, źródło: polona.pl]